środa, 2 września 2015

Jak się uczyć, aby się nauczyć, a przy tym nie zmęczyć? Skuteczne metody uczenia się od Damy Karo!




Niedawno rozpoczął się rok szkolny… Widzę jak wiele osób narzeka na szkołę i z niechęcią patrzy na nadchodzące dni, które będą spędzone nad książkami i zeszytami. Wiem, że nauka zajmuje w naszym życiu bardzo ważne miejsce i postanowiłam trochę Wam ułatwić życie... 




Jak wiadomo, środowisko szkolno-akademicko-studenckie jest wiecznie zapracowane, a sesja/sprawdziany/egzaminy/kolokwia spędzają niejednemu z nas sen z powiek… Bo przecież nikt normalny nie ma czasu na naukę! Studiowanie polega przecież również na spotkaniach towarzyskich, imprezach i wszelkiego rodzaju aktywnościach, do których NIE zalicza się nudne zakuwanie… W studenckim życiu przychodzi jednak taki moment, w którym biedny uczeń nie ma wyjścia i po prostu MUSI wziąć się do nauki! Wielu z Was ma przed sobą wiele egzaminów, matur, kolokwiów… Niektórzy na pewno wkrótce rozpoczną studia i pewnie są jeszcze bardziej przerażeni niż maturzyści.  Pytanie zatem brzmi: JAK SIĘ UCZYĆ, ŻEBY SIĘ NAUCZYĆ, ALE PRZY TYM NIE ZMĘCZYĆ? 

 

Wszystkie wymienione niżej uwagi mogą przydać się również "zwykłemu śmiertelnikowi", który pragnie trochę rozszerzyć swoje horyzonty. Przede wszystkim jednak kieruję je do gimnazjalistów, licealistów i studentów. 
Jak zatem powinniśmy się uczyć, aby się nauczyć (trwale!), a przy tym, nie zmęczyć? Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo prosta – korzystając z dotychczasowej wiedzy o procesie uczenia się oraz znanych wszem i wobec technik i metod nabywania wiedzy. Jako pedagog, który całym sercem fascynuje się tym, w jaki sposób przyswajamy informacje i umiejętności, chętnie podzielę się z Wami tą niezwykłą wiedzą, dzięki której będziecie się uczyli znacznie szybciej i może nawet przyjemniej… Kto wie?

Jestem przekonana, iż część z Was już używa w jakimś wymiarze tego, co szumnie nazwałam metodami uczenia się… Otóż wiem, że podkreślacie czasem coś w notatkach, uczycie się ze znajomymi, używacie skojarzeń, a część z Was może nawet coś bazgrze i rysuje? Wbrew pozorom najlepsze notatki, to nie takie, które są szalenie przejrzyste i uporządkowane. Gdybyście zobaczyli notatki Alberta Einsteina czy Leonarda da Vinci, przekonalibyście się, że są zamazane, pełne rysunków i dla kogoś innego, niż sam autor, zupełnie nieczytelne i bezużyteczne…

Jakie więc powinny być notatki, aby dobrze się z nich uczyło?
Przede wszystkim podczas wykładu nie powinniście starać się napisać wszystkiego co mówi wykładowca… Wtedy niczego nie zrozumiecie, a przecież aktywne słuchanie też jest ważne! Spróbujcie zatem robić notatki za pomocą słów-kluczy i odnośników. Nie bójcie się też rysunków, grafów czy strzałek. Pomocne również będzie (jeśli macie na to czas) pisanie „własnymi słowami”. Z naukowego słownictwa w domu nic nie zrozumiecie, lepiej więc napisać sam sens wypowiedzi, niż ją cytować… W notatkach niezmiernie istotne są również kolory, ale o nich opowiem dokładniej później.

Kiedy już jednak macie gotowe notatki i chcecie zacząć się uczyć w domu, powinniście zwrócić uwagę na wiele czynników, które wpływają na proces uczenia się. Przede wszystkim przed przystąpieniem do nauki wysprzątajcie swój pokój! Organizm trochę się rozgrzeje, Wy się obudzicie, a podczas nauki nie będzie Was rozpraszać zabałaganione otoczenie. Pomóc też może wywietrzenie pomieszczenia – chyba nikt nie potrafi się uczyć, kiedy w pokoju jest duszno i nieprzyjemnie…

Skoro miejsce pracy mamy już przygotowane powinniśmy przystąpić do wyłączenia wszelkich rozpraszaczy. Wiem, że może to być dla Was trudne zadanie, ale telewizor, komputer, radio a nawet telefon powinny być wyłączone! W przeciwnym razie Wasza uwaga ciągle ulega rozproszeniu. A to posłuchacie co się dzieje w ulubionym serialu, a to zbulwersujecie się wiadomościami w radio, później dostaniecie sms-a, na którego koniecznie musicie natychmiast odpisać i do tego jeszcze dojdzie facebook nieustannie wydający z siebie ponaglające dźwięki, które niemal błagają o odczytanie nowych wiadomości i sprawdzenie powiadomień.
Przez wszelkiego rodzaju bodźce rozpraszamy naszą uwagę, dekoncentrujemy się i przestajemy myśleć o 
nauce. Aby więc zacząć się uczyć wydajniej i spędzać nad książkami znacznie mniej czasu - posłuchajcie mojej rady i wyeliminujcie rozpraszacze (do których należy również marudzący mąż czy złośliwa siostra, więc lepiej zamknijcie się w pokoju).

Wiadomo jednak, że nawet bez zakłócających bodźców nasza koncentracja ma swoje granice. Badania dowodzą, iż optymalnym czasem nauki jest 30 minut – po tym czasie zapamiętujemy znacznie mniej z przyswajanych treści, w związku z czym niezbędna jest… przerwa! Powinna trwać 5 – 10 minut. Możesz ją przeznaczyć na parę przysiadów, wycieczkę do kuchni po kawę (która również wspomaga naukę) czy po prostu chwilę relaksu. Dobrym rozwiązaniem jest włączanie minutnika, który poinformuje nas (niczym szkolny dzwonek), iż czas na chwilę przerwy! Dzięki temu nie musimy sprawdzać czy już czas na przerwę i możemy się oddać wyłącznie nauce. Sama zawsze uczę się w ten sposób i póki nie usłyszę dźwięku budzika nie zwracam uwagi na nic innego, niż nauka.

Aby jednak uczyć się w przyjemniejszej atmosferze możesz włączyć muzykę. Najlepsza jest barokowa, ale nie każdy ją lubi… Muzyka sprawia, że uczymy się wydajniej, jednak nie każdemu pomaga – czasem lepiej się uczyć w zupełnej ciszy.

Przejdźmy jednak do samego procesu uczenia się. Siadamy przed notatkami i co dalej? Czytamy je i już? Nie jest to aż tak proste. Aby przystąpić do nauki powinniśmy najpierw wyposażyć się w różnego rodzaju długopisy i flamastry o różnych kolorach. Warto, aby każdy z kolorów coś dla nas oznaczał – zielony to postać, czerwony to data, żółty to ważne pojęcie itp. Czytając notatki powinniśmy więc podkreślać to, co dla nas najbardziej istotne i wyszukiwać słowa – klucze. Dzięki takiemu systemowi kolorowego podkreślania wystarczy jedno spojrzenie na notatki i od razu znajdziemy to, czego szukaliśmy! Nie musimy po sto razy czytać jednego tekstu – do powtórki wystarczą podkreślone informacje.

Samo podkreślanie niewiele nam jednak da. Owszem – będziemy bardziej skupieni niż podczas samego czytania, ale przecież zawsze może być lepiej. Aby było lepiej wystarczy użyć trochę wyobraźni i upstrzyć notatki rysunkami pełnymi skojarzeń i kolorów. Sama również używam tego systemu i muszę przyznać, że działa! Podczas tworzenia rysunków musimy bowiem zastanowić się co i jak narysować. Nie liczą się umiejętności plastyczne, tylko skojarzenia. Taka technika pozwala połączyć pracę lewej (odpowiedzialnej za myślenie liniowe, pisanie, liczenie) i prawej (odpowiedzialnej za twórczość, kolory, wyobraźnię) półkuli mózgowej, dzięki czemu znacznie lepiej zapamiętujemy.

Sposoby nauki zależą jednak również od naszych osobistych preferencji. Zapewne każdy z Was słyszał o podziale na wzrokowców, słuchowców i kinestetyków, ale tak naprawdę najważniejsze podczas nauki jest łączenie wszelkich zmysłów – wzroku (pisanie, rysowanie), słuchu (mówienie, rozmowa, słuchanie innych) i dotyku (w przypadku, kiedy możemy coś samodzielnie przećwiczyć, ulepić, doświadczyć).

Wydajność procesu uczenia się znacznie zwiększa również współpraca z innymi. Najlepiej uczymy się tłumacząc lub słuchając tłumaczenia danego tematu. Nawet sam Albert Einstein zauważył, iż jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz. Podczas tłumaczenia komuś sami powtarzamy materiał i lepiej go zapamiętujemy, jeśli jednak nie mamy z kim współpracować warto uczyć się po prostu na głos – maskotki i rośliny też cierpliwie słuchają. Żeby jednak nauczyć się trwale i bezstresowo powinniśmy zrobić coś, czego nikt z nas nie lubi – podzielić materiał na części i rozłożyć w czasie. Z doświadczenia jednak wiem, iż mało kto ma tyle samozaparcia, więc skoncentruję się na rzeczach, które ułatwią naukę parę dni przed egzaminem… Do tego zatem nie będę Was zmuszać – zaznaczę jednak, że warto.

Wiele metod i wskazówek opracował Tony Buzan, którego uważa się za autora map myśli – jednej z  najefektywniejszych metod uczenia się. Aby stworzyć mapę myśli trzeba wyposażyć się w kolorowe długopisy oraz czystą kartkę. W centralnym miejscu kartki zapisujemy hasło, które będzie tematem naszej mapy. Od tego hasła odchodzą wszelkiego rodzaju odniesienia, które należy zilustrować. Ta metoda nie zawsze jest możliwa do wykorzystania, jednak jeżeli uczymy się np. o osiągnięciach jakiejś postaci, to możemy puścić wodze fantazji i zrobić mapę, dzięki której zapamiętamy tę osobę na długo. Dużym plusem map jest to, iż ułatwiają powtórkę, a informacje prawie same wchodzą do głowy. Jest tak, ponieważ wzrokowo zapamiętujemy obrazy i barwy jednocześnie pamiętając nasze skojarzenia i proces twórczy, który miał miejsce podczas tworzenia mapy. Jest to jedna z moich ulubionych metod – spróbujcie, zanim skrytykujecie! :)

Przykładowa mapa myśli (o mapach myśli!)





Wcześniej wymienione czynniki wpływające na proces uczenia się są ważne, jednak najważniejsza jest motywacja, brak stresu i dobre samopoczucie. Jeżeli jesteśmy chorzy to żadna siła nas nie zmusi do nauki. Na motywację i stres mamy już jednak wpływ. Oczywiste jest, że szybko wejdzie nam do głowy to, co nas interesuje i co chcemy zapamiętać, a do tej drugiej, mniej ciekawej części musimy się po prostu zmusić. Powinniśmy również starać się nie myśleć o problemach czy ewentualnej poprawce. Trochę optymizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a uczniom i studentom może wręcz pomóc! Istnieje również coś takiego jak „mechanizm ucieczkowy”, który sprawia, że (ze względu na strach – często nieuświadomiony), uciekamy przed nauką, bo boimy się porażki. Przez to materiał, którego musimy się nauczyć nieustannie się nawarstwia! Posłuchajcie mnie i po prostu nie panikujcie! Jeżeli materiał jest trudny i nic nie rozumiecie – zamiast się poddać, spróbujcie np. czytać na głos lub poprosić o pomoc.

Nie da się ukryć, że to, czy uczymy się wydajnie zależy od mnóstwa czynników, nawet tak przyziemnych jak głód, zmęczenie, zła pogoda czy zmartwienia. Warto sobie jednak zdawać sprawę z ich występowania i pamiętać również o czynnikach, które na proces uczenia się wpływają pozytywnie. Jeżeli więc czujemy się wypompowani z energii i już jesteśmy przekonani, że nie ma najmniejszej szansy na zdanie egzaminu czy zaliczenie sprawdzianu bądź kolokwium, zamiast się nad sobą użalać weźmy się do roboty. Zaparzmy kawę, najedzmy się czekolady (która również pomaga, zwłaszcza gorzka), usiądźmy do notatek oraz książek i przede wszystkim uwierzmy, że jest szansa na sukces! Jestem przekonana, że stosując się do tych paru wskazówek nauka stanie się znacznie przyjemniejszym procesem.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! Na ten temat mogłabym perorować godzinami… Co prawda każdy z nas powinien najpierw przekonać się jaki ma dominujący typ inteligencji, bo ta wiedza pozwala na dobranie najbardziej wydajnych metod. Mogłabym Wam również opowiedzieć o technikach pamięciowych (temat rzeka) i pokazać parę książek, które ułatwią naukę, ale na to przyjdzie czas, jeżeli ten post spotka się z Waszym uznaniem.

Wszystkie powyższe rady pisałam „z głowy” –moja praca magisterska opowiadała o tym, w jaki sposób się uczymy i postanowiłam podzielić się z Wami (chociaż częściowo) swoją wiedzą. Gdyby ktoś chciał bibliografię albo książki na któryś z tematów – piszcie w komentarzach. Sporo informacji możecie też znaleźć w Internecie na własną rękę.

 Mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam! Dawajcie proszę znaki, czy wprowadzicie chociaż część zasad w życie. A jeżeli wprowadzicie – powiedzcie, czy pomogły! :) Będę wdzięczna za komentarze - pokażcie, że naprawdę to przeczytaliście!


Zapraszam również na swój drugi blog (recenzje książkowe) - http://kto-czyta-nie-pyta.blog.pl/ 

4 komentarze:

  1. Otóż to! Jednak czasami nie starcza doby na pół godziny nauki i 10 minut przerwy. Dopiero w liceum zaczęły się lekcje wykładowe i problem, bo czas się przestawić. Przede wszystkim z doświadczenia polecam zrezygnować z małych zeszytów i kupić duże, jak nie A4 to przynajmniej pośrednie - większe od A5. Zaczęłam podkreślać, tworzyć więcej akapitów, zaznaczać kolorowymi kartkami.... I nagle jak z historii miałam 2, skoczyłam na 5! (nie kłamię, mogę pokazać świadectwa :P)
    Następnie pojawia się mój chłopak, z którym oboje jesteśmy nogi z matematyki. Zaczęliśmy uczyć się razem, ubierać myśli w słowa i wspólnie rozwiązywać zadania - pomogło, może nie rozumiem matematyki lepiej, jednak zostają wiadomości w głowie na dłużej.
    Największy problem mam jednak z mapą myśli - nie potrafię sobie niczego w głowie ułożyć w taki sposób! Dlatego zostaję przy innych metodach. Fakty mówią same za siebie - by się dobrze nauczyć, trzeba wyzwolić kreatywność!

    http://askier-pisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To warto wtedy uczyć się 40 minut i robić chociaż 2 minuty przerwy, albo pół minuty i 10 przysiadów. Przerwy mają WIELKIE znaczenie... I chociaż może się wydawać, że nauczysz się więcej siedząc dwie godziny non stop przy książkach, to niestety tak nie jest. Bo mózg już paruje! Daj mu chociaż chwilkę, a zobaczysz efekty :) Poza tym ważna jest koncentracja na jednej czynności - później, podczas przerwy możesz sprawdzić telefon, fb czy cokolwiek innego.

      Dzięki za komentarz! ;)

      Usuń
  2. Ja nawet w liceum, nie miałam lekcji wykładowych i szczerze mówiąc martwi mnie to. Teraz kiedy zacznę studia zajmie mi pewnie mnóstwo czasu zanim ogarnę ten tryb uczenia się. Za dwa miesiące zobaczymy jaka metoda będzie dla mnie najskuteczniejsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie studia zaczynasz? :) Nawet, jeżeli nie zdążysz wszystkiego zanotować na wykładzie - zawsze są biblioteki i internet. Wtedy wystarczy, że wypiszesz słowa kluczowe, a wiedzę możesz uzupełnić na własną rękę... Poza tym wykładowcy mają obowiązek w USOSa (taki system internetowy, gdzie masz oceny i różne informacje) wpisać literaturę... Będzie dobrze - najgorszy jest pierwszy miesiąc, ale szybko się przyzwyczaisz.

      Dziękuję Ci serdecznie za komentarz! Mam nadzieję, że moje rady trochę Ci ułatwią życie :)

      Usuń

Popularne posty